niedziela, 7 sierpnia 2011

Kryzys!!

Dzisiaj wszyscy z którymi rozmawiałem, straszyli scenami dantejskimi w polskiej i światowej gospodarce. To dobrze czy źle dla potencjalnych nabywców mieszkań? Nie mam pojęcia. Czytałem ostatnio ebooka, w którym pisano, jakoby kryzys sprzyjał ciekawym okazjom cenowym jeśli chodzi o nieruchomości. Jak się z czymś takim spotkam, dam znać. Jak na razie, jestem tam gdzie byłem: czyli nie u siebie.

piątek, 5 sierpnia 2011

No i jest taki sobie portalik, co się zwie Puls Biznesu. Rzuciłem dzisiaj okiem, i cóż zobaczyłem:

Deweloperzy wrócili do realizacji projektów wstrzymanych na czas kryzysu. Teoretycznie większa liczba inwestycji oznacza więcej okazji do zarobku. Jak jest w praktyce?

Czy to oznacza że my, szaraczki będziemy mieli większy wybór a co za tym idzie, niższe kredyty do spłaty? Autor artykułu skupił się raczej na potencjalnych inwestorach, którzy chcieliby wyciągnąć jakąś kasę z nabytych nieruchomości ( coś jak Ja gdy sobie dywagowałem 3 posty wcześniej). No i okazuje się że sporo można wtopić. Zyskać raczej niewiele. Można liczyć na  profity wynikające z super lokalizacji, ale to i tak niezbyt pewne. Piszą również jak to wiele apartamentów od lat stoi pustych, bo chętnych nie ma. Ja się pytam: DLACZEGO? PRZECIE TYLU RODAKÓW BEZ SWOJEGO M?!

środa, 3 sierpnia 2011

bytom

Mój kolega, zwany kuzynem, zwany również Amonem, nabył niedawno nieruchomość bardzo atrakcyjną w bardzo atrakcyjnej cenie. Wątpliwą jest jednak atrakcyjność lokalizacji. Wybór padł na Bytom. Z jego punktu widzenia miejsce fajne, a to dlatego że tam się wychował, tam ma przyjaciół i tam mieszkają jego wspomnienia. Większości jednak mieszkańcom śląska, Bytom kojarzy się raczej z upadającym miastem, niż miejscem gdzie warto by nabywać mieszkanie. Może jedna generalna tendencja okaże się z perspektywy czasu głupotą a ci którzy nabyli teraz lokum w "upadającym mieście" okażą się być szczęśliwcami. Czas pokaże.

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Robakowe mieszkanie

Jedną z opcji jaką stosuje wielu rodaków naszych, bo posiadać swoje lokum, jest mrówcza praca i cierpliwość. Bez kredytów, bez zobowiązań wobec banków czy też innych okrutnych instytucji, jedynie trud, pot i zaciśnięte zęby. Zawsze myślałem, że tego typu pomysł na nieruchomość to już przeżytek, i raczej spotykało się go wśród przedstawicieli pokolenia naszych rodziców. A tu się okazuje, że i pośród moich znajomych znajdują się tego typu bohaterowie. Kolega niedaleki, zwany powszechnie Szkodnikiem, hołduje takiej własnie metodzie(przynajmniej tak uważa). Jak mu biadoliłem, jak to u nas źle, jak strasznie, że to nie daje rady w swoim niemalże słusznym wieku, bezboleśnie dorwać jakiegoś mieszkanie, rzekł był: " Co tak beczysz? Przecież możesz se kupić działkę, potem możesz doskładać kasy, zalać fundamenta, potem jakaś cegła, i będzie jedna, potem dwie ściany....no i za 20 lat mamy dom. Sam tak robię." Pomysł przecudny, ale odstrasza mnie motyw dłubania po godzinach pracy w tymże moim przyszłym, własnym domu, w czasie, kiedy to powinienem podnosić swoje kwalifikacje zawodowe, uczyć się, bądź odpoczywać. Poza tym, ów kolega, nie do końca hołduje tej metodzie, bo należy do tych szczęśliwców, którzy działkę posiedli po rodzicielach, mury w sporej mierze również. Czyli taką opcje owszem można uważać za słuszną, jeśli nie jest to praca u podstaw, a jedynie praca przy wykończeniu. To bym się zgodził. Mimo wszystko zdaję sobie sprawę, że spora grupa ludzi, tak właśnie czyni, taki ma plan, i tak go realizuje. Podziwiam, może za te 20 lat będą dawali jakieś medale za tak heroiczny wysiłek?  Nawet jeśli będą, ja się na to nie pisze...