sobota, 23 lipca 2011

No więc co dalej....

Skoro już przedstawiłem swój punkt widzenia na temat mieszkań wynajmowanych warto by porozważać inne możliwości. Kupno. Prosta sprawa, szukasz, oglądasz, wybierasz najbardziej odpowiadające, najładniejsze, najwygodniejsze, największe, z najpiękniejszym widokiem z okien i w najlepszej lokalizacji.....potem tylko przelew i już jesteś na swoim. TYLKO PRZELEW( pominąłem mnóstwo innych mniej kosztownych czynności, coby nie zaciemniać obrazu tej tragicznej chwili). Jak ktoś ma pokaźnie oszczędności, tudzież spadek, bogatych rodziców, albo wygrał w totka, to nie ma sprawy. Zazdroszczę szczęśliwcom. Ale ci którzy spotykają się z mniejszą hojnością ze strony Opatrzności zapewne pomyślą KREDYT. No cóż, skłamałbym, gdybym i ja o tym nie myślał. Dziesiątki, setki razy przychodziła mi do głowy ta myśl: "Wezmę sobie kredyt. Niby niezbyt fajnie, ale przecież "wszyscy" dzisiaj żyją z kredytami i dają radę. Pracę mam w miarę dobrą i dla takich jak ja, robota się zawsze znajdzie. jakby było tragicznie, możliwości dorobienia też na chwilę obecną są spore. Więc nad czym ja się w ogóle zastanawiam?" I wtedy odzywa się ten drugi głos...właściwie nie głos, a raczej forma odczucia. Ciężkie to doznanie wiąże się ze słowem KREDYT. Generuje ono myśli w stylu:" Przez 30 lat będziesz co miesiąc pozbywał się 1/4, 1/3 swojej wypłaty? A na tą chwilę jeszcze potomstwa nie masz na karku, co będzie, gdy się pojawi? Po 20 latach spłacisz kredyt, przez kolejne 10 będziesz spłacał odsetki?? TOTALNA NIEWOLA FINANSOWA. Ktoś powie: "Za drogie mieszkanie chcesz kupić! " No może, ale mam taką fantazje, by jednak owo lokum miało przynajmniej z 3 pokoje, normalną łazienkę i kuchnie, nie tylko kącik na gary. Jeśli bym teraz kupił kawalerkę, wykładał tez co miesiąc ten 1000 zł, to wieku 45 lat byłbym posiadaczem spłaconego jednopokojowego mieszkania. Po prostu cudnie:) Późna już pora, myślę za jutro, może pojutrze zagłębie się głębiej w zagadnienie.
.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz