środa, 20 lipca 2011

Tak mnie wzięło na wspominki, jak to mieszkałem sobie z moim wieloletnim kolegą, wybitnym humanistą , niektórzy sądzą że również onanistą, niejakim P.Z. Okupowalismy przez 4 lata różne mieszkania głównie w okolicach dzielnicy Koszutka miasta Katowice. Czas był to nieZIEMSKO fajny, aczkolwiek wygoda, czystość, szeroko pojęty komofort nie były mocną stroną tamtych dni. No własnie. Jak sobie pomyśle ile nasi rodzice wpakowali pieniędzy w te wątpliwej jakości mieszkania, tylko po to by my, ich duma i gwarant przyszłości mogły studiować w stolicy Górnego Śląska,  to krew mnie zalewa . Podłoga wyłożona skrzypiącymi deskami, między ktorymi gromadził sie brud z kilku ostatnich dziesięcioleci, dwie płytki na krzyż  na ścianiecw łazience, rozwalające się meble w kuchni, stare okna i duże wahania temperatur zależne od aury( do tej pory pot mnie oblewa na myśl o lecie w tamtym mieszkaniu) wszędobylskie kłeby kurzu( tzw. "arizona") z którymi walczyć było nie sposób. I za te wygody 500 zł miesięcznie plus rachunki za pokój. Mój kolega P.Z. który podobnie jak i ja jest pięknym, dobrze wykształconym już nie do końca takim młodym prawie trzydziestolatkiem, mieszka w tych cudnych warunkach do dzisiaj. I podobnie jak i ja....kombinuje, co by tu począć by było lepiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz