wtorek, 26 lipca 2011
Tak sobie myślę coby pociągnąć wątek kredytów. Ustaliliśmy już jakaż to "cudowna" sprawa...zadłużasz się na 30, więcej lub mniej lat, i posiadasz własne lokum. Jednym to pasuje, innym nie, jeszcze inni nie widzą innego wyjścia. Możliwości zadłużenia się na naszym rodzimym rynku jest co nie miara: baki takie, srakie, owakie, w złotówkach czy innej walucie, na 10 do 40 lat. Ale jak wybrać najmniej bolesną opcję? Obecna sytuacja na rynku walutowym zdaje się sugerować opcję złotówkową jako bardziej bezpieczną( żaden ze mnie ekspert, pisze jedynie co mi się wydaje). No ale jak ktoś lubi śledzenie kursu walut, może bardziej podniecające będą dla niego "niezłotówkowe" wersje. Dla mnie bardziej zastanawiająca była kwestia długości czy tam czasu spłaty mojego kredytu. Do tej pory myślałem że im szybciej z głowy, tym lepiej. Tak sobie rozważając doszedłem do wniosku, że 15 lat wypruwania flaków i mieszkanie będzie moje. Proste. Ale coby się upewnić porozmawiałem na ten temat z moim wieloletnim kolegą, zwanym dalej Z., który robi wielką karierę w świecie finansów. Ów człowiek, doszedł do wniosku, ku memu zaskoczeniu, że przecie, lepiej płacić dłużej, bo rata mniejsza, a za kasę zaoszczędzoną na mniejszej racie można rozpętać biznes jakiś czy tam wpakować w fundusze inwestycyjne. Niby oczywiste, ale dla mnie nie takie jasne. To chyba tyle na dziś..
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz